Dziś niektóre rzeczy nabierają nowego znaczenia.
W obronie przed nieuniknionym wystawiłem sprawdzonych zawodników, którzy dzielnie się sprawują na polu bitwy mojego umysłu.
Największe podziękowania jednak należą się niepozornemu ssakowi z rodziny futerkowo-gładkich, który teraz smacznie :E-uje.
Tak, idę już spać.
Soundtrack jak zwykle polarny.
Przerażająca chęć wejścia w znajomy kokon smutku i totalnego numbnessa uczuciowego mimo pozornego internal zenu - czas nad tym popracować. Kolejna lista rozpoczęta.
Dlatego zamiast pretensjonalnego leśnego brzdękolenia chronią mnie niemieccy myśliciele naszych czasów, do których mam szczególny sentyment rodzaj uczucia. Ten, kto powinien, wie o co chodzi.
Dziś rozmyślania nad jakże interesujacym tematem zadziwiającej samowystarczalności - ma osoba, muzyka, książka, nieodłączny instrument do PŻ-tu. Tyle. Niech sobie reszta (podobno) spokrewnionych ze mnie istot człekokształtnych - z naprawdę nielicznymi wyjątkami - czeka na zewnątrz, w poczekalni "potrzeby różne życiowe". Tak, to na pewno egoizm, ale zdrowy.
Czas zatrzymać ulubieńców w swoich wyimaginowanych szufladkach i wziąć się za coś nowego, w końcu ma natura daje o sobie znać.
I naprawdę potrzebuję nowego zajęcia zarobkowego, hodowla Krulików poza niewątpliwymi zaletami nie zapewnia jednak środków finansowych, dlatego jestem otwarty na wszelkie propozycje (to się chyba zwie sprzedawaniem się, czy też ładniej - freelancingiem).
nieuniknione i niesmacznie schematyczne słuchanie zespołu przed koncertem za dosłownie kilkadziesiąt godzin. mój stopień ekscytacji pownien sięgać przyzwoitego wysokiego poziomu - zamiast tego spokój. dobrze/źle? czasami czuję się jak stary piernik (długouche gryzonie mówią, że to cudowna powaga, trzymam je za słowo).
w dodatku jedna z najwłaściwszych osób na moim poligonie właśnie uświadomiła/przypomniała mi, co nade mną wisi (otwierającego dłuuugą listę anyway) i wprowadziła tym samym lekki panik w mą biedną głowę (thanks mom -> ręce w dół).
coś czuję, że to miejsce stanie się ścianą żalu.
(trzeba się pilnować).